W poprzednim poście pisałam jak bardzo chciałabym zacząć być bardziej spontaniczna, robić coś dla siebie. Tym punktem kulminacyjnym miał być wyjazd do Szewcji. Czekałam na niego miesiąć. Myślałam, co wezmę, co założe, itp. Cieszyłam się, choć gdzieś w tyle głowy były myśli, że może niepotrzebnie, że to duże pieniądze, że po co mi to?!
Wyszło tak, że chyba te myśli byly bardzo silne i przeznaczenie je wysłuchało z każdej strony. W piątek był wyjazd, więc dzień przed pojechałam zrobić zakupy no i miałam wjechać po korony, gdy dostałam SMSa od znajomej, z którą miałam jechać "Nie kupuj koron, rejs odwołany z powodu sztormu".
Pierwsza myśl? JA TO MAM SZCZĘŚCIE.
Druga myśl? MOŻE TO I DOBRZE.
Trzecia myśl? I PO CO BYŁO SIĘ TAK CIESZYĆ, PRZECIEŻ ZAWSZE TAK WYCHODZI!
Tak, to nie koniec świata, takie rzeczy się zdażają, nie tylko mnie. To warunki pogodowe, niczyja wina. Kwestia bezpieczeństwa. No ale kurde! Po raz kolejny zaczęłam wątpić w siebie. Miał być mega weekend, a wyszło tak, że kłócę się z facetem o to czy kiełbasa z lodówki jest jeszcze dobra!
Co ze mną nie tak? Gdzie moje myśli, że trzeba robić coś dla siebie, że nie można się załamywać, poddawać? Dlaczego znów uciekają w drugą stronę: To dobrze, będzie zwrot gotówki, pieniądze się przydadzą (i to nie mi).
Przyszła jesień, a z nią jesienna depresja? Niemoc, niechęć, osłabienie morali, motywacji.
Co ze mnią jest nie tak..? Znów coraz częściej myślę, że najpiejby było, jakbym była sama. Nikt by przeze mnie nie cierpiał, ani ja przez nikogo. Oddałabym się pracy i nie myślała, o głupotach.
Nie wiem co robić.
Nic?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz