Dlaczego o tym piszę?
Mam wrażenie, że doszłam do tego momentu w życiu, że jest we mnie mało spontaniczności, szaleństwa. Zaczęłam zachowywać się, jak te trzydziestolatki z memów. Wszystko boli, a najlepsza impreza pod kocykiem z herbatką w kubku. Boje się, czy już nie potrafię? A może nigdy tego nie umiałam?
Ostatnio miałam urlop i postanowiłam zaszaleć. Wyjechałam na drugi koniec Polski do mojej przyjaciółki! Chciałam to zrobić odkąd się wyprowadziłam z tamtego rejonu. Dlaczego nie zrobiłam tego szybciej tylko po 6 latach? Czy to prawda, że miałam tyle na głowie? Że nie było pieniędzy, czasu, sił? Czego się bałam? Dlaczego doszłam do tego punktu w moim życiu, że boje się wyjść z mojej strefy konfortu, z mojej rutyny?
Zawsze byłam, i w sumie nadal jestem, taką osobą która innych stawiała na pierwszym miejscu. Jest Ci źle? Bardzo mi przykro pozwól, że Ci pomogę. Jest Mi źle? Oj jak mi przykro, może potrzebujesz mojej pomocy? Moje potrzeby były drugoplanowe, albo nawet nieważne.
O Paulina, podoba Ci się ten zegarek? Ale raczej nie myśl o tym by go kupić, przecież trzeba kupić coś ważniejszego, do domu/samochodu, itp.
Chcesz pojechać na wycieczkę? Ale to za wiele kosztuje, a po drugie w tym czasie trzeba komuś pomóc! Tak nie można.
Więc w urlopie postanowiłam to zmienić. Pojechałam do Krakowa do przyjacółki, póżniej spakowałam chłopa i wyjechaliśmy na weekend do Wrocławia. Zawsze chciałam tam pojechać, no nie było czasu.
Postanowiłam, co jakiś czas zrobić coś dla siebie, bo w końcu po 30 to już bliżej niż dalej do ***. Więc niedługo wypływam do Szwecji, na jeden dzień - no!
Więc dlaczego ta rutyna. Może to choroba naszych czasów.
A może taki ze mnie typ.
Prędzej poszłabym drugą opcję, ale wolę to zwalić na coś innego.
Staram się znaleźć jakieś lekarstwo. Czy się uda?
Nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz